Człowiek ogarnięty żałobą siedzi i płacze. Nie ma ani ochoty, ani siły myśleć o polityce, o wrogach, o czymkolwiek. Jeśli mówi, mówi bardziej językiem "Trenów" Kochanowskiego, niż politycznych brukowców. Najczęściej milczy.
Jacy ludzie mówią dziś o hipokryzji, kiedy inni płaczą? Kto się w fałszywy żal ubiera? Kto z aptekarską dokładnością mierzy łzy, i bada - sztuczne, czy prawdziwe? Kto ma do tego wszystkiego głowę, komu się chce o tym myśleć - w takiej chwili?
Po zachowaniu widać, czy umarł ktoś bliski, czy obcy.
Interpretować zdarzenia można różnie, zależy jaką kto ma wyobraźnie i w jakich kategoriach widzi i przeżywa świat. Może dostrzegać intencję ludzką, przypadek, głos opatrzności. Co sobie kto wybierze, tak ma.
Ale ci wszyscy, którzy w zdarzeniach potrafią dostrzec Palec Boży, powinni zastanowić się nad samym sobą. To, co kochają, oni sami, ich dzieci, cały świat, może nagle zgasnąć, jak zdmuchnięta świeca. Mało to wypadków na drogach, pijanych przechodniów, szukających byle pretekstu młodych bandytów? Skąd ta pewność, że dożyjemy dnia następnego? Że będziemy jeszcze świadkami wyborów, albo pogrzebu Lecha Kaczyńskiego? Skąd pewność, że życie jest trwalsze od inwektyw i insynuacji? A może ktoś napisze szczerze i otwarcie, że czuje się lepszy, od tych którzy zginęli.


